REKLAMA

Kiniarze przyjechali do Końskich. Radzili jak w mieście odtworzyć kino [wideo, zdjęcia]

Na zaproszenie Stowarzyszenia „Tak dla Końskich” w niedzielę w Miejsko-Gminnym Domu Kultury zjawił się Kinobus, a nim przyjechali kiniarze z całej Polski. W DK-u odbyło się niezwykle merytoryczne spotkanie o kinie i dla kina.

REKLAMA

Spotkanie rozpoczął gospodarz, czyli dyrektor Domu Kultury Piotr Salata. –„Walczymy z całych sił o to by jak najszybciej kino powstało w Końskich.” – zapewniał przyjezdnych, ale i przybyłych na spotkanie konecczan.

Czym jest Kinobus? O tym we wstępie opowiedział twórca całego projektu Maciej Gil. –„Pod koniec sierpnia objeżdżamy sobie wybrany region Polski śladem dawnych kin. Oczywiście na tej trasie są też kina działające i świetnie prosperujące, ale nas bardziej kręcą relikty. Objechaliśmy już w ten sposób Podparpacie, Zachodniopomorskie, Lubelskie, a w tym roku Świętokrzyskie. […] Przypomnę, że w końcu lat 60-tych było 3600 kin w całej Polsce i to są liczby zupełnie niewiarygodne. Dzisiaj jest ponad 400 stałych klin w tym koło 100 multipleksów. Nie jest źle, bo ta liczba rośnie ostatnimi laty. Powolutku, ale rośnie. Największe tąpnięcie to był przełom lat 80-tych i 90-tych, gdzie z około 2 tysięcy spadliśmy poniżej 1 tysiąca w ciągu dwóch lat przemian.” – opowiadał organizator twórca Kinobusa.

REKLAMA

Następnie wszystkim przybyłym o dziejach koneckiego kina opowiadała Magdalena Basiak ze Stowarzyszenia „Tak dla Końskich”. Usłyszeliśmy więc między innymi o kinach „Czary”, „Kapitol”, „Adria” czy „Pegaz”.

Koneckim kinomaniakom, którzy zjawili się na spotkaniu dużo nadziei w serca wlał Maciej Malankiewicz, szef kina „Feniks” w Łowiczu. To placówka, która odrodziła się z ruiny, a sam Łowicz i jego ośrodek kultury w wielu aspektach można porównać do sytuacji w Końskich.  – „Chcemy pokazać, że jakiś sukces można odnieść w małym mieście i też w sytuacji tragicznej, w jakiej wy krótko mówiąc jesteście. Natomiast w 2018 roku i tak jesteście w lepszej sytuacji, bo teraz można wszystko zrobić, kupić i wymyślić prościej. […] Lata 90-te przyniosły wielkie zamieszanie, bo spadkobiercy chcieli odzyskać ten budynek. My nie mogliśmy tam inwestować bo to była jakby własność Skarbu Państwa, a strażacy jeszcze nas przypilali, że to nie spełnia wymogów pożarowych. Syutacja była patowa. Zabrano nam to kino w 2003 roku, w grudniu. Zostaliśmy bez kina. A jak Państwo wiedzą: kino to jest taka rzecz, że każdy ma z nim przygody – pierwsze randki, różnego rodzaju psoty, picie alkoholu. Mówię jak jest. Ja na pierwszej randce ze swoją żoną byłem w kinie na filmie jugosłowiańskim i ten dzień celebrujemy. My straciliśmy kino, prywatny właściciel zrobił tam second hand, a mi się płakać chciało. Wiedziałem, że jak Łowicz zostanie bez kina, a to był rok 2003-2004 – nie byliśmy w Unii Europejskiej, nie było Instytutu Sztuki Filmowej, bida z nędzą i nikt nam nie chciał pomóc. Mieliśmy drugą siedzibę w takiej starej kamienicy, gdzie było kiedyś pierwsze kino to pomyślałem, że może wykorzystamy tę salę i spróbujemy jakoś to kino stworzyć. Małe, bo małe, ale spróbujemy. Postanowiliśmy kupić ze szkoły rolniczej projektor i w ciągu dwóch miesięcy zrobiliśmy pierwsze kino. Projektor był jednak słaby. Poszedłem do burmistrza, uderzyłem się w pierś i prosiłem o pieniądze. Pomysł był taki żeby wykorzystać Fundusz Przeciwdziałania Alkoholizmowi. Tak zwane kapslowe: u nas to ponad 400 tysięcy złotych, a u Was podejrzewam że koło 300 tysięcy złotych. To są pieniądze, które na rozpoczęcie działalności zwanej kino, również działalności profilaktycznej warto wyrwać. My wyrwaliśmy koło 200 tysięcy złotych na projektor.” – opowiadał dyrektor kina w Łowiczu.

Na koniec spotkania odbyła się dyskusja, której główną osią było pytanie: Jak przywrócić kino Końskim?

Zdjęcia:

REKLAMA